My name is Díaz, Magdalena Díaz…

Magdalena Díaz i chcesz uczyć się hiszpańskiego???!!! Colegio Internacional w Alicante.

Magdalena Díaz i nie mówisz po hiszpańsku???!!! Szpital w Alicante.

Magdalena Díaz, masz hiszpańskich przodków? Pewien Bank w Alicante

Ja: No!Soy Polaca/ de Polonia. (Nie! Jestem Polką/ z Polski) Rozmówca: Aaaaaa Polonia! Aaaaaa Polska!).

I tyle w kwestii wiedzy na temat naszej ojczystej ziemi. No może jeszcze czasem ktoś wspomni Papieża JPII. Jeśli akurat ma świadomość, że był Polakiem.

Takich sytuacji zdarza się mnóstwo, gdziekolwiek muszę podać swoje dane lub zaprezentować dowód albo paszport. A wierzcie lub nie ale kontrola tutaj jest wszechobecna. Biurokracja gorsza chyba niż w Polsce.

Moje piękne imię MAGDALENA jest dość często spotykane w Hiszpanii. Tak bowiem nazywają się tutejsze babeczki/muffiny. Stąd mój pseudonim artystyczny 😉

Myślę też, że sprawy nie ułatwia moje drugie imię, nie mniej piękne i tak tu popularne – MARIA. Na Marysię babcia się uparła, bom rodzona 15 sierpnia.

No bo jak to? Wyglada obco (może Rosjanka?),  gada po angielsku a cała reszta taka hiszpańska.

Sí, porque mi marido es Español. Tak, bo mój mąż jest Hiszpanem.

Dla tubylców niezrozumiałym jest , że w innych krajach kobiety przyjmują nazwisko po mężu. Tutaj każdy ma dwa, pierwsze po ojcu a drugie po matce.

A ponieważ mój nowy mąż Ludwiczek wybrał do użytku w Wielkiej Brytanii, to po swojej ŚP.mamie, zostaliśmy przy nim. Choć nie do końca było to formalnie ustalone. I rejestrując nasze małżeństwo w lubelskim urzędzie (baaaardzo mi się spieszyło ze zmianą, bo już nie chciałam być dłużej Magdą eR), przed obliczem groźnego pana urzędasa wykonywałam potwierdzające smsy.

A jak zostałam panią Diaz(ową)? Mowa tu będzie wyłącznie o ceremonii 😉

Białej sukni z welonem nie było, nie pierwszy raz zresztą. O miejscu ślubu dowiedziałam się w momencie wsiadania do pociągu, kończącego bieg w Szkocji… Cel Gretna Green, szkockie Las Vegas. Właściwie uciekliśmy ( ‚we eloped’ jak mawiają Brytyjczycy) przed całym tym zamieszaniem, weselem zwanym. Moja rodzicielka do tej pory nie może nam zapomnieć. Ale nasz  ślub był tylko nasz. Choć czasem żałuję, że nie było moich poTomków zamiast wynajętego na miejscu fotografa i jego żony/świadka.

Kapliczka, to raczej coś na kształt starej stajni z mnóstwem podków, ogromnym kowadłem a nawet wiekowym pojazdem konnym. „Okoliczności przyrody” niezapomniane.

Szkocki „emerytowany ksiądz” wykazał się dużym zrozumieniem, gdy przytkało mnie na moment ze zdenerwowania.

Łez kilka także popłynęło z mych pięknych polskich oczu (opinia Ludwiczka). Ja Magdalena znowu przysięgałam pełna wiary w miłość…

Potem zamieszanie z prawą i lewą ręką do zaobrączkowania. W Hiszpanii, podobnie jak w Polsce-obrączka na prawej. Stanęło jednak na lewej, po ichniemu, znaczy się brytyjskiemu.

img_2695
The Kissing Gate. Gretna Green 30.06.2012

Ta oto fotka z fotki ostała mi się jedynie w telefonie, bo oryginał w błyszczącej ramce zakopany gdzieś w przepastnym pudle w angielskiej przechowalni domowych gratów, storage zwanej.

Przypuszczam, że istnieje też w albumie pewnej Niemki, która namiętnie nas wtedy fotografowała jakbyśmy byli celebrytami jakimiś.

Dla ciekawskich. Nasz miesiąc miodowy trwał…3 dni. W uroczym, położonym na terenie malowniczego Lake District,  Armathwaite Hall. I jak to w Wielkiej Brytanii bywa, nie obyło się bez deszczu…

8 myśli na temat “My name is Díaz, Magdalena Díaz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s