Mój Anioł Elena.

IMG_6085Nazwano mnie kiedyś emocjonalną ekshibicjonistką i wcale temu nie zaprzeczam. Może właśnie z tej przyczyny zachowuje jeszcze zdrowie psychiczne. Wygadam, wypłaczę, wyklnę czy z rzadka wykrzyczę.

Mama powiedziała: „Magda, nie pisz o tak prywatnych sprawach!”. A ja pytam: Ale dlaczego?! Ból, tak jak i smierć nie omija nikogo. Może komuś pomoże świadomość, że nie jest sam? Że takich kobiet są miliony. Niektóre żyjące niestety ze zwielokrotnioną traumą.

Dziś, gdy wielu opłakuje stratę papieża Jana Pawła II, ja wciąż rozpaczam nad swoją.

Drugi kwietnia dwa lata temu miał być wielkim dniem dla państwa Díaz. Dniem narodzin wyczekiwanego dziecka. A ściślej córeczki Eleny. Czułam to od początku. I od początku się bałam…

Moje dorosłe już poTomki bezproblemowo psychicznie nastawione na przyrodnie rodzeństwo. Reszta rodziny niekoniecznie. Nie wykluczam, że ta ichnia nieprzychylność spowodowała energetyczne zawirowania w moim własnym wszechświecie. A może siła przyciągania zadziałała. Bo przecież wiele lat wcześniej staruszka wróżka, mówiąc o mojej Rajskiej Parze (Adamie&Ewie) stwierdziła „ma pani dwoje dzieci i nie chce mieć pani więcej”. (wtedy tak było!) Po czym nastąpiła znacząca pauza. A później jeszcze trzykrotnie rzekła w te słowa „jest pani nieszczęśliwą kobietą”. Woda na młyn! Tylko czekam na kolejne nieszczęścia… Zastanawiam się czasem czy sama nie jestem wiedźmą. Moje sny bardzo często się sprawdzają, niejednokrotnie przerażają wyrywając gwałtownie z objęć Morfeusza.

Tamten sen miał okazać się symbolicznym i poniekąd proroczym. Dziewczynka o kasztanowych włosach, w kraciastej czerwono-czarnej sukieneczce biegła w stronę ruchliwej ulicy. To była nasza córeczka Elena. Wiedziałam nawet w nocnej marze. Biegłam za nią wołając w niebogłosy aby się zatrzymała. Luis stał gdzieś z boku, niespiesznym krokiem zbliżając się do dziecka. Nie udało mi się złapać mojej dziewczynki. A podobno gdy we śnie nie widzimy twarzy oczekiwanego dziecka, maluchowi nie będzie dane się urodzić…

IMG_6218
Plakietka rozdawana przez Transport for London przyszłym matkom

Ale przecież położna z Kent zapewniała, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ja jednak wciąż czułam niewytłumaczalny wewnętrzny niepokój.

Snuliśmy plany o uzdolnieniach muzycznych naszej kruszyny, o tym jak będzie władała trzema językami, jak będzie pożerała książki. Elena miała być idealna. Pewnie dlatego jest moim aniołem.

I nawet podczas urlopu nad Bałtykiem kupiłam córeczce pierwszego skrzydlatego stróża. Być może był to był znak?

Wiele się w naszym życiu zmieniło przez te kilkanaście tygodni. Wszystko kręciło się wokół małej istotki. Zdrowe odżywianie, witaminy, taryfa ulgowa dla Polish Muffina. Teraz naprawdę robiłam sobie codzienną sjestę. Poza tym czułam się nadzwyczaj dobrze mimo przybywających kilogramów.

Na wykonanym w Polsce badaniu USG mogłam zobaczyć jak rośnie nasze maleństwo, bardzo wtedy żywotne, iście hiszpański temperament. Bicie serca prawidłowe, płód bez zarzutu. Diagnoza znajomej ginekolog, która zajmowała się mną podczas dwu poprzednich ciąż. Za 2 tyg miało być lepiej widać płeć…

IMG_6210.JPG

16 września 2014 wchodziliśmy do gabinetu w pobliskim szpitalu w Kent, podekscytowani tym, że dzięki super nowoczesnej technice zobaczymy rysy twarzy naszego dziecka. A nawet dostaniemy pierwsze zdjęcia do przygotowanego już albumu.

Lekarze podczas badania USG zazwyczaj są wręcz szczebiocząco rozmowni. Nasz był mało uprzejmy i do tego jeszcze ze strasznym „beżowym akcentem”. Utkwiło mi w pamięci jak nagle prostacko przerwał wywiad, który akurat jego asystentka przeprowadzała ze mną. Był nienaturalnie skupiony. Następnie wycedził dwa zdania. Słowa jak najostrzejszy nóż przeszły moje całe jestestwo. ‚I can’t find the heartbeat, you’ve experienced so called missed miscarriage’ i ‚I’m afraid the baby is dead’. Ludwiczek ścisnął mocno moją dłoń. Za chwilę przyszedł kolejny doktor, który potwierdził diagnozę…

Kto nie doświadczył takiej sytuacji nie potrafi sobie nawet wyobrazić co dzieje się wtedy z emocjami człowieka. Przez pierwsze minuty trwające całą wieczność, leżysz w bezruchu starając się zrozumieć to, co właśnie usłyszałaś. Myślisz, że śnisz swój własny sen, że za chwilę się obudzisz i będzie po wszystkim. Potem już tylko otępienie i ten lodowaty chłód, który przenika wnętrze ciała, spływa do środka i ogarnia cię całą. I wewnętrzne łkanie, skowyt, hektolitry łez. Potworny ból głowy i duszy. Nie możesz oddychać. Tak jakby tonowy kamień spoczął na twych piersiach.

Ktoś oferuje pomoc psychologiczną, ktoś inny wybór jednej z opcji „opróżnienia macicy”. A potem już tylko oczekiwanie…

Wypiłam pół butelki mojej ulubionej pigwowej Soplicy. Chciałam zasnąć a budząc się poczuć, że to wszystko nieprawda. Sen jednak nie nadszedł. Zamiast tego zaryczana wysyłałam smsy do najbliższych, obdzwoniłam przyjaciółki. Wszyscy bowiem czekali na wieści i zdjęcia z usg…

Moja Święta Trójca, której składam tu hołd: Margaux, Kaja i Agnienia, były niczym gorąca linia. Wspierając mnie 24/7. Bo one doskonale znały stan, w którym się znajdowałam.

Praktycznie tego samego tygodnia musieliśmy jechać do Hiszpanii, gdzie natychmiast zostałam skierowana do szpitala. Przemiła opieka medyczna lecz najgorsza noc w moim życiu. Bezowocne męczarnie. Nawet nie jestem sobie w stanie uzmysłowić, przez co muszą przechodzić inne kobiety rodzące większe obumarłe potomstwo.

IMG_5978

Moja Elena miała zaledwie 13 tygodni. Istota „wielkości dorodnej brzoskwini”. Trzynaście tygodni, które mogłam zamknąć w dłoni, a których już nigdy nie zapomnę.

Pozostała mi jedynie głęboka zmarszczka-pamiątka nad lewym okiem, pewnie od zbolałego serca…

I te potworne, piętrzące się myśli. Dlaczego?! Nie ten wiek? Nadciśnienie?A może stwierdzona w badaniu cysta lub podróż do Polski albo nawet farbowanie łba u fryzjera?!

„Madzia, to Ty powinnaś mieć to dziecko.” Przyjaciółka początkowo nie przyznawała się, że po raz czwarty zostanie mamą. Po prostu nie chciała mnie urazić, zadać kolejnego bólu. Inna, niepicie alkoholu tłumaczyła przyjmowaniem antybiotyku. Teraz mogę podziwiać ich cudownie rozwijające się oba szkraby Juliettę i Aarona, wspominając moją nienarodzoną Elenę.

IMG_7847

Ludwiczek wspierał mnie jak umiał najlepiej. Mówił, że mam przecież Adama i Ewę, pSuki i wreszcie jego. Że życie będzie jeszcze piękne, że czas leczy rany. Ale ja i tak czułam się samotna w swym bólu duszy.

My baby, a przynajmniej większość z nas, czujemy inaczej. Płód to nie zlepek komórek, to nowe, choć maleńkie życie noszone pod sercem. To dar, który chcemy ofiarować kochanemu facetowi, jako owoc naszej miłości. Niestety dla niektórych mężczyzn płód nie jest jeszcze człowiekiem. Znam też takich, dla których dziecko zaczyna się wtedy, kiedy już mówi.

Mam wrażenie, że Ludwiczek nie podzielał do końca mojego bólu. A może po prostu musiał być silny dla mnie?

A ja cóż? Czasem chlipnę jeszcze pod nosem oglądając to i owo, jak choćby Rene Zellweger po raz trzeci wcielającą się w postać Bridget Jones. Niby zabawna historia ale świdrujący w mózgu głos wwierca się głębiej i głębiej „jej się udało a mnie nie!”. Czy takie rzeczy, to tylko w kinie? Chyba niepotrzebnie obejrzałam film kilka dni temu. Wróciły wspomnienia…

Wyznaczony termin przyjścia na świat Eleny Díaz – 2 kwietnia 2015. Ale zamiast tego organizm zafundował mi skurcze niemal porodowe. Pewnie to tak jak z bólem fantomowym po stracie kończyny. Niby wiadomo, że nie ma a jednak boli…

IMG_5245.JPG

Boli ale już nie wyję. Kolekcjonuję Anioły. Chcę wierzyć, że Elena jest moim. Że przyniosła mi w zamian Montanę. Ona wie, że była kochana od samego początku, od momentu łyknięcia pierwszej tabletki kwasu foliowego.

Prawdopodobnie dla mnóstwa ludzi istnieją większe tragedie na tym świecie ale najgorszemu wrogowi nie życzę doświadczenia takiej…

I dzisiaj w urodziny mojej Eleny dedykuję nam przepiękną piosenkę młodego brytyjskiego artysty Eda Sheerana ‚Small bump’.

14 myśli na temat “Mój Anioł Elena.

  1. O kurcze, opisałaś to co dokładnie czuję ja. Jestem niecałe 2 tygodnie po stracie, moje dziecko zmarło w 12 tygodniu… Ja, taka silna babka niby, codziennie popłakuję sobie. Też mam 2 dzieci, duże, prawie samodzielne. Miałam mieć trzecie, jednak nie tym razem ;-/

    Polubione przez 1 osoba

    1. I niewiele ponad tydzień wcześniej, przed tą straszną wiadomością o niebiciu serduszka, też widziałam moje dziecko w pełni niby zdrowe, bardzo energiczne – wszystko było w porządku. Śmiałam się z mężem, że będzie jak nasz syn, który jest bardzo żywotnym dzieckiem i wszędzie go pełno…

      Polubione przez 1 osoba

  2. 1 stycznia 2018 straciliśmy naszą Córeczkę, naszą Calineczkę. Urodziła się w 22 tc, była z nami przez cudowną godzinę. Teraz bawi się z innymi Aniołkami. Rozumiem co czujesz.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s