Liść w drodze… *Adze

Spacerujemy z Ludwiczkiem aleją po Barcelonie. Wtem pod  nogi spada mi gigantyczny liść. Podnoszę z zamysłem wykombinowania z niego jesiennej ozdoby. Przedtem jednak trzeba go dowieźć do domu. Kładę więc swoje nowe cudo na desce rozdzielczej. Będę je miała na oku przez 390 km. Liść leży i marszczy się w promieniach porannego ale już oślepiającego słońca. Słuchamy Raz Dwa Trzy. Polska muza najlepsza w podróży. Adam Nowak krzycząco wyśpiewuje „I tak warto żyć!”.  Ponoć dziś jego urodziny.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tu i ówdzie uwieczniam telefonem scenerię. Krajobrazy brzydkie, ładne, piękne. A potem znowu nijakie. Za chwilę zachwycające. W górę, w dół. I ponownie w górę. Postoje, płatności, zakazy. Jak w życiu. Jest też tunel ze światłem na końcu…

IMG_7523

Z Polski dociera do mnie bardzo smutna wiadomość. Nie wierzę! Biorą już z naszej półki… Po raz kolejny życie przypomina mi o swej kruchości. I jedyne co przychodzi mi do głowy to durne ‚Don’t leave me cariño, please.’ Pocą mi się oczy. Ludwiczek zerka znad kierownicy. ‚I won’t my baby. Let’s just enjoy life for now.’ „Dobrze mój Smoku”. 

Dojeżdżamy z liściem do domu.

IMG_7532.JPG

4 myśli na temat “Liść w drodze… *Adze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s