Bitches on the beach.

Piszę, bo wnerw mię ogarnął. I puścić nie chce od dni kilku. Strasznie drażliwa jestem ostatnimi czasy mimo, że normalnie nadzwyczaj spokojny ze mnie człowiek. Co? Że niby nie?

Późnym sobotnim popołudniem, gdy już burzowe deszcze przewaliły się przez wioskę, postanowiliśmy po raz kolejny tej wiosny zainaugurować hiszpanskie lato w plażowym chiringuito*. Kąpielowy strój przywdziałam w razie gdyby ogarnęła mnie nieodparta chęć zanurzenia się w morskim błękicie. Gdzież na siku?! Tojtoje na plaży przecież są! Ręcznik w torbie też się znalazł. I parasolka na wszelki wypadek.

Docieramy na plażę/do baru. Siedzimy, swobodnie oddychamy. Zamiast ulubionego driniacza sączę piwo a la mojito (czego to ludzie nie wymyślą!). Bo niestety mięta w barze wyszła a sklepów w pobliżu brak. Zresztą Hiszpanie rzadko wykazują się zdrowym rozsądkiem w sprawach organizaji pracy (znam z autopsji, ale nie o Ludwiczka tu chodzi) i rzecz jasna nikt nie wpada na pomysł udania się samochodem do pobliskiego miasteczka. Mimo, że kelnerów jest kilkakrotnie więcej niż samych klientów. Zaś menadżerka śle jedynie przepraszające uśmiechy zza baru. Szepczę nawet Ludwiczkowi, że może pobiegnę do ogródka po swoją wybujałą w tym roku mięte, żeby wspomóc lokalny biznes. ‚You must be joking baby’. Niepomiernie go to bawi. Ale ja na serio…

img_20180609_192613_8892138702266.jpg

Siedzimy więc dalej, wczesny wieczór trwa, podziwiamy morze, rozkoszujemy się szumem fal. Gadamy. Chłodem zawiewa nieco i mam wrażenie, że i krople deszczu gdzieś z podmuchem wiatru przywiewa. Na bryzę toto za duże. Kilka osób ucieka spod gołego ciemniejącego nieba aby schronić się pod dachem barówy. Dwie Sztuki z dziateczkami zasiadają przy stoliku naprzeciw. O! I to nawet Rodaczki. Rzadkość na naszej wiosce. Ludwiczek prawie mnie wypycha abym zagadała w ojczystym języku ale chłodem wieje nie tylko od morza. Za chwilę proponuje, że odstawi swój rytuał opowiadania o „zakrętach”. Tyle lat a nie odpuszcza i zawsze się ze mną droczy, widząc jak reaguję, pod stół się niemal kryjąc, gdy on wypowiada z taką uciechą „to” słowo.

Sądzę, że już dawno informowałam, iż „curva” w tubylczym języku oznacza zakręt właśnie, a po naszemu wiadomo… Naturalnie Ludwiczek zna wiele innych polskich słów i zwrotów lecz tym jedynym mierzy polskość otoczenia.

Piwo wysączone, kolej na drugie i ostanie, bo trzoda w domu czeka. Ludwiczek przy barze zamawia. Pstrykam fotki okolicznościom przyrody, żuka włączając.

20180609_200751911765623.jpg

Wtem zjawiają się kobiety, w wieku więcej niż średnim, choć i jedna młódka jest może. Antropologicznie i geograficznie rzecz ujmując z północy Europy. Ze wskazaniem na Wielką Brytanię. W akcent jednak się nie wsłuchuję, bo obserwacją uczestniczącą zajęta jestem. Przyszły stadem, niczym kolorowe ptaki, plażowe ostre kolory tunik, klapeczki, torebeczki…Jedne ledwo co opalone, inne już spalone słońcem. Babki na wakacjach. Na luzie. Bez spinania dupy. Roześmiane, grzecznie siadają za naprędce ustawianymi stolikami, uprzejmie zamawiając napitki i barowe tapasy.

Dziwnym zbiegiem okoliczności najeżdżam oczami na Rodaczkę siedzącą naprzeciw. I nie tylko z ust wyczytać mogę ale i słyszę jak teatralnym szeptem mówi „Boże jaką ona ma straszną dupę, widziałaś?!” Zwraca się do Rodaczki nr 2. Boże! Że też widzisz i nie grzmisz?! Myślę. Wzrok Rodaczki wciąż skierowany na Babki na wakacjach. A dziatki słuchają. Oba płci męskiej. Nauki matki w zapomnienie pójść nie mogą. Temat lekcji „Gruba baba twój wróg.”

Wytężam więc wzrok zakamuflowana okularami. Teraz suczą będę ja! Rozkminiam Rodaczkę. Mniemam, że jakieś trzy pięciolatki młodsza ode mnie, a już o licu lekko muśniętym ręka chirurga. Niechybnie botoks w warach i nosek poprawiony. Idealnie wyrysowane brwi. Nie pomogło! Gorycz i wredota bije z Twej twarzy dziecino. I nijak się ma Twe zapewne modne (nie wiem, nie znam się) acz smętne odzienie do żarówiastych poliestrów Babek na wakacjach. Dupę zakryć można ale jadu nie przykryjesz nawet najbardziej trendowymi mejkapami…

20180609_1951141223015840.jpg

Halo kobiety!!! Dlaczego jesteśmy dla siebie takie wredne?!Takie nietolerancyjne?! Nawet w najbłahszych kwestiach jak choćby cudza dupa! Gdzie się podziała solidarność jajników?! Dlaczego wciąż, a nawet jeszcze bardziej wygląd zewnętrzny, głupie szmaty czy makijaże a nie zachowanie i podejście do innych istot ludzkich decyduje o aprobacie, o lajkach i nielajkach?! Wdrukowana w geny walka o samców? Nie sądzę. Nie każda może (lub chce) być sucha. Zresztą chyba tłumaczyć nie muszę, że wiele aspektów wpływa na nasze zewnętrze a przy tym często my same na nie wpływu nie mamy… I tyle! Trochę tolerancji bitches! I pokory.

Do Rodaczek nie zagaduję, choć chętnie dałabym upust swym przemyśleniom. Niewykluczone, ze zadałabym nawet pytanie co robią na wioskowej niepozornej plaży, zamiast paradować gdzie w jakim Saint Tropez czy innej Nicei. Oddalając się od baru krzycze jedynie do Babek na wakacjach „Have a good night ladies!”. I wziąwszy Ludwiczka pod pachę wędruje do domu.

A swoją drogą, może i dobrze że w fale nie poszłam. Ja i mój afrykański tyłek, cellulit oraz bebol poorany rozstępami i cesarską szramą długości południka geograficznego. Bo jeszcze nie daj Bóg Rodaczki miałyby nocne koszmary do kolejnych wakacji.

img_20180609_212246_9191866918898.jpg

* bitch- suka ale w potocznym języku także zołza, pinda , * to bitch – psioczyć, plotkować, obmawiać,

* chiringuito – kiosk na plaży często stawiany tylko w sezonie.

5 myśli na temat “Bitches on the beach.

  1. It often happens that a blogger over ambitious attempts many topics of wide range – the results are usually a scratch in the surface in some of those topics, if that. Not here, as we are before the umpteen proof of a talented writer and a keen eye. Hilarious and acute in equal parts, a peek into the human nature.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zjawisko nie jest mi obce. Są kobiety tak bardzo skupione na własnym wyglądzie, że nie zauważają, że nie to się liczy. Uroda (nawet ta wyimaginowana) kiedyś przeminie, a one zostaną puste w środku, bo nie miały imperatywu, żeby zająć się własnym życiem wewnętrznym, koncentrując całą swoją uwagę na “zewnętrzu” swoim i przy okazji innych ludzi. Karma wraca.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s