Polish Muffin

W odwiedzinach u Baby Shark(a) czyli Oceanogràfic Valencia

Scroll down to content

Czasy się zmieniają, dziecięce upodobania też. Że nie wspomnę o technologii…Nie powiem, maczam palce w edukacji (nie tylko) muzycznej wnuczka. W ogóle maczam palce, jak na babkę przystało. Aż skóra rogowacieje.

A z tego maczania różne rzeczy się rodzą. Zazwyczaj na plus. Bo na przykład smoczek poszedł wreszcie w zapomnienie. Brawa proszę!

Muzyka…Na razie królują u nas piosenki zespołu Fasolki. Ulubiona zaś to „Która godzina” ze starego dobrego Pana Tik Taka. Montana przechrzcił nawet nasz samochód! Miast Mini mamy więc Tik Taka. Bo tam zwykle zdzieramy gardła wyśpiewując…

Wiem, że to wszystko lata świetlne temu w modzie było. I pewnie niektórzy z Was nawet tego nie pamiętają. Ale nadal przecież wartościowe. Bardziej niż obecne badziewia zalewające tv czy internety.

Jeszcze starsi są The Beatles albo Chuck Berry a mimo to Montana uwielbia przy ich muzie podrygiwać. Zaś wirtuozostwo Jerry Lee Lewisa wprawia go w osłupienie, z opadem szczęki włączając. Ale to już bardziej działka dziadka Luisia czyli Ludwiczka.

Czas na Chopina i Bacha przyjdzie wkrótce…

Jako babka, całkiem młoda i do rzeczy podobno LOL, odkrywam świat na nowo. Zauważam to, na co kiedyś człowiek po prostu nie miał czasu. Nie miał też pieniędzy aby bywać. A często i siły. Dobrze, że jeszcze trochę energii się ostało. Jakby tu rzec, wczesne macierzyństwo czasem popłaca…

Wstępna dygresja zakończona. Przechodzę do rzeczy. A przynajmniej się postaram…

Za sprawą pewnej niekończącej się piosenki, Montana pokochał rekiny! Poczekajmy aż dorośnie do „Szczęk” Spielberga….

„Baby shark” naprawdę wkręca, przetestowałam na sobie.

Zacznijmy zatem do rekinów. Któregoś pięknego kwietniowego dnia, gdy Montana gościł akurat u nas w Hiszpanii, dziadek Luiś rzucił hasło wycieczka do Walencji. I jak tu nie skorzystać?! Sam dziadek zajęty był w mieście, które nota bene piękne jest i warte odwiedzin, a my wskoczywszy do taksówki i pojechaliśmy z wizytą do Baby Sharka czyli do Oceanogràfic Valencia

3FFAC4BD-2BA2-457B-8044-3E271C6F009F
Zdjęcie by Weronika Lipka, koleżanka z Alicante.

Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Słyszałam jedynie od znajomych, że to świetne miejsce. Stworzone jako hołd morzom i oceanom.

To całe morze doznań, które rozpala naszą wyobraźnię…

Zanurz się i zachwyć najważniejszym na świecie morskim ekosystemem przedstawionym w Oceanogràfic Valencia.

Wizyta w Oceanogràfic to wyjątkowe doświadczenie. Wszystko jest możliwe w tym magicznym miejscu.

A zatem zaczynamy!

Zlokalizowane w awangardowym architektonicznie kompleksie Ciutat de les Arts i les Ciències akwaria, wiernie odtwarzają najważniejsze morskie ekosystemy.

Twórcy zapewniają, że podejmują tu działania i organizują zajęcia, które mają na celu przekazywanie, nauczanie a także bezpośrednie wzbudzanie świadomości wśród ludzi. I na ten przykład uwalniają żółwie, wprowadzając je ponownie do morskiego ekosystemu. Sprzątają plaże i dno morskie. Organizują warsztaty oraz zajęcia edukacyjne dla odwiedzających a także programy wolontariackie. Itede itepe. Powołali do życiac także fundację.

The Oceanogràfic Foundation została stworzona aby zwiększyć oraz rozszerzyć prace nad ochroną środowiska morskiego. Naszym zobowiązaniem jest udostępnianie nowej wiedzy, praca na rzecz opieki nad zwierzętami i dobrostanu zwierząt oraz informowanie oraz podnoszenie świadomości społeczeństwa w celu poprawy ochrony gatunków a także ich naturalnego środowiska.

Tyle od twórców. Co dalej z nami, zwiedzaczami?

Już samo architektoniczne rozwiązanie wzbudziło mój zachwyt. Budynki swym kształtem przypominają morskie stworzenia. I w tym momencie żal ściska serce, że nie jestem (jeszcze!) szczęśliwą posiadaczką drona, bo podzieliłabym się z Wami tym widokiem.

254DDDCA-CD71-4385-9910-042977F3CBA6

Obiekt jest spory z wszelakimi atrakcjami, więc polecam pobyć tam trochę. Nie tak jak my, ekspresem jak zawsze. Bo powrót do Londynu na dzień następny a babcia jak zwykle pakowanie na ostatnią chwilę zostawia.

2BD74A5C-03D7-4A1E-983E-AB6CCE9AD4A6

Zdjęcie dzięki uprzejmości instagramowego znajomego Fotomondeo czyli Richarda Pooltona więcej tutaj

To też od Fotomondeo.

Wizytę zaczęliśmy prawie biegiem, od żółwi. A że te w słońcu nieruchomo się wygrzewały, Montana uznał, że nie działają. LOL! Zahaczyliśmy o foki, których pyski dziwnym trafem przypomniały wnukowi o jednym naszych dogów niemieckich.

Krokodyle ukryły się przed nami. Niestety…

Do ptaszarni nie zajrzeliśmy, bo wejście na konkretną godzinę i kolejka dość spora. A my przecież do rekinów!

Wreszcie są!!! W najdłuższym podwodnym tunelu Europy!

08A94E14-939C-42E0-B24E-F3BFB24567D4

To niesamowite wrażenie obserwować je pływające nad głową. I tylko nie wiem czy Montana uśpiony ich widokiem czy zmęczeniem zasnął niemal natychmiast.

Gdy odwiedzaliśmy pingwiny, nadal był w objęciach Morfeusza.

 

 

Obudził się, kiedy dotarliśmy do akwarium jedynej w Europie rodziny wieloryba białuchy. Cudo po prostu!

Morsy zresztą też! Wdzięcznie tańcowały z piłką i innymi zabawkami. Zupełnie jak psy…

Zanim wybierzecie się do Oceanogràfic, polecam przestudiować opcje biletowe i godziny wejść na poszczególne pokazy. Tak aby niczego nie przeoczyć.

I polecam też udać się tam w dzień roboczy. Inaczej, dzikie tłumy! Nasza wizyta zahaczyła o świąteczny jeszcze tydzień i myślę, że trochę „czaru prysło”. Bo Hiszpanie niestety (lub stety) do najcichszych nacji nie należą. I najbardziej uprzejmych też nie. Nie generalizuję, toż mój chłop Hiszpan. Właściwie tylko uczulam. Ale to moje doświadczenia i porównania z Brytyjczykami wychodzą na plus, dla tych drugich. Nie mówię tu o bywalcach Benidormu, bo to zupełnie inna bajka…

Tak więc nie oczekujcie, że ktoś zada sobie odrobinę trudu aby upchnąć się w windzie nieco i Was do niej (z wózkiem) wpuścić. Albo, że staranowawszy Was, przeprosi. Lub nie wepchnie się przed Was w kolejkę. Zostawiając Was skonsternowanych, bo akurat zapomnieliście jak opieprzyć osobnika po hiszpańsku. Czy też przepuści w drzwiach, gdy to Wy macie pierwszeństwo wychodząc.

Asertywność nie jest moją mocną stroną… A może po prostu czas wprowadzić w życie stare polskie przysłowie. Jeśli wejdziesz między wrony…

20190424_123109

Ale zostawmy te antropologiczne dywagacje. Mitów obalać nie będę, bo Hiszpania pięknym krajem jest…

Wracamy na tory (zboczenie kolejarskiego dziecka mi się ostało) zwiedzania.

W Oceanogràfic wszystkie budynki przystosowane są dla osób niepełnosprawnych/dzieci w wózkach. Dzięki windom i rampom poruszanie się nie stanowi żadnego problemu.

Oznakowanie również bardzo pomocne, choć babcia z mapą nawet potrafiła się zawieruszyć…I nie zdążyła na pokazy w delfinarium, które odbywają się o określonych godzinach. W kwietniu akurat jedynie trzykrotnie w ciągu dnia.

Świetnym rozwiązaniem są też informacje na temat roślinności na terenie obiektu. Choć wczytywanie się w tekst nie jest dla dzieci, nawet tych starszych, zbyt atrakcyjne jak sądzę.

Bardzo pomysłowym według mnie, jest mur z wizerunkami różnych gatunków rekinów, w ich rzeczywistych rozmiarach. Można tam przystanąć, poczytać i fotę strzelić.

Montana spał nadal więc to ostatnie w grę nie wchodziło.

 

 

Zapachowych nadwrażliwców, mnie włączając, uderzyć może woń wilgoci i zwierzyny, delikatnie rzecz ujmując. Ale to natura przecie!

Na terenie oceanarium znajdują się oczywiście punkty informacyjne (z obsługą po angielsku!) gdzie można wypożyczyć audioprzewodniki. Jest serwis medyczny, księgarnia i plac zabaw. Znajduje się tam również kino 4D, w którym można obejrzeć filmy dotyczące podwodnego życia. Tej atrakcji niestety nie zaliczyliśmy, bo Montana padł znużony a i czas (czytaj także: Ludwiczek) poganiał.

Są tu bary ze słodkościami, lodami i kawą. Są także restauracyjki. Jedna nawet „podwodna”, okolona akwariami pełnymi ryb. Ale uwaga! Niektóre otwarte od 12.00. Zawsze można się też udać do pobliskiego centrum handlowego na jakiś posiłek. Rzut beretem przez ulicę.

Oprócz tego, gdyby ceny biletów nie trzepnęły nadto po kieszeni, można bez problemu wydać kasę na suweniry różnej maści. Włączając piękne maskotki.

Montana przyjechał tu głównie po rekina…

 

 

Tu znajdziecie ceny biletów (bąble ponizej 4 roku życia wchodzą za darmo) oraz opcje zwiedzania. A więcej informacji po hiszpańsku, angielsku, francusku, włosku czy w Valenciano tutaj

Pamiętajcie: nie można robić zdjęć z lampą, ani używać selfiesticków. Nie można też się wspinać, biwakować, żuć gumy ani zachowywać głośno.

Już zaplanowaliśmy kolejną wycieczkę, gdy Montana podrośnie odrobinę. Bo zapewniam Was, naprawdę warto!

2 Replies to “W odwiedzinach u Baby Shark(a) czyli Oceanogràfic Valencia”

  1. A beautiful piece, short yet lovely. The entry is at the same time a travel guide and a praise to nature. And adorned as always with the magnificent pictures with which the author has spoilt us for many years already in this blog.
    When we read these pieces we only fear one thing: that they will finish at some point.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: