Słowo na niedzielę…

Woda, nieokiełznany żywioł. Siła. Życie i śmierć. Wyświechtane frazesy. Dość dramatyczne jak na niedzielę. Na porannej plaży pustki, choć słońce po deszczach smaży ze zdwojoną siłą. Chiringuito już rozebrane. Nie dzieje się nic. Morze cudowne szumi. Złudnie przyjazne. Przynajmniej z perspektywy piachu... Woda wdziera się coraz bardziej na ląd. Przypływ. Przypływ, na ludwiczkowym lądzie zbiegający … Czytaj dalej Słowo na niedzielę…

Bitches on the beach.

Piszę, bo wnerw mię ogarnął. I puścić nie chce od dni kilku. Strasznie drażliwa jestem ostatnimi czasy mimo, że normalnie nadzwyczaj spokojny ze mnie człowiek. Co? Że niby nie? Późnym sobotnim popołudniem, gdy już burzowe deszcze przewaliły się przez wioskę, postanowiliśmy po raz kolejny tej wiosny zainaugurować hiszpanskie lato w plażowym chiringuito*. Kąpielowy strój przywdziałam … Czytaj dalej Bitches on the beach.

Niech żyje Fish&Chips!

Dzień Dziecka Dniem Dziecka ale czy zdajecie sobie sprawę, że Brytyjczycy świętują dziś Narodowy Dzień Ryby&Frytek?! Serio! Gdzieżbym śmiała żartować! Sama nie miałam pojęcia. Dopiero tutejsza tv oświeciła mnie skoro świt. Jak się okazuje i ten środek masowego przekazu przydatny czasami. Przedtem, ku niedowierzaniu ściągaczy płatności, odbiornika telewizyjnego nie posiadaliśmy przez długie lata. Więc pewnie … Czytaj dalej Niech żyje Fish&Chips!

Przestój.

Długo mnie nie było. Mea culpa! Ależ skąd, ja absolutnie nie spoczęłam na laurach, zachłysnąwszy sie sukcesem 😉 Wiele sie działo i wiele przemieszczało. W terenie i w głowie. Nic, jednak zupełnie nic się nie pisało. Ścibolenie zamarło na czas jakiś. Bo konieczne skupienie miejsca nie miało. Choć tematów od groma. Niewykluczone, że wkrótce posypią … Czytaj dalej Przestój.

The Blog.

Gandhi powiedział kiedyś, że cokolwiek robisz w życiu będzie nieistotne ale ważne abyś to robił. Przeto piszę od roku. Ścibolę sobie bloga ku utrapieniu Ludwiczka i Dziewczynek. Bo ponoć nie lubią się mną dzielić. A wszystko zaczęło się od trójkąta, tego trójkąta. Sprawę więc zdaję: W dzień urodzin jednej z moich przyjaciółek, dnia 7 miesiąca … Czytaj dalej The Blog.

Poczytaj mi Tato…

Czwarty lutego, Światowy Dzień Walki z Rakiem. O ironio właśnie tego dnia to gówno odebrało mi Tatę. Życie zaśmiało się w twarz dwanaście lat temu... Powiadają, iż dobrzy ludzie odchodzą pierwsi, bo tych złych Bóg zostawia na poprawę. A życie i tak biegnie, biegnie coraz szybciej. Przelotne cholernie. Smutek uciera swój szlak. Etapami. Ból nie … Czytaj dalej Poczytaj mi Tato…

O tym jak Dziewczynki gwiazdami Alicante zostały.

Wpis z drobnym poślizgiem ale znów w rozjazdach lub raczej roz-lotach jestem. Uznałam jednak, że lepiej późno niż wcale i nakreśliłam słów kilka o kolejnej hiszpańskiej fieście. Oczywistym jest, że zwierzęta były i są bardzo obecne w naszym życiu. To od nich możemy uczyć się lekcji miłości oraz wielkoduszności. A co z tym fantem robią … Czytaj dalej O tym jak Dziewczynki gwiazdami Alicante zostały.

One…

Pierwszego stycznia, jakoś zaraz po północy, Nana from Ghana przysłała mi noworoczne życzenia ’Congrats making it to 2018...’ Jestem szczęściarą. Onym dane nie było. One nie zobaczą jak dorastają Ich dzieci, nie doczekają wnuków, nie pojadą na kolejne wakacje i już nigdy nie pokłócą się ze swoim facetem... Usłyszałam kiedyś w filmie i utkwiło, że … Czytaj dalej One…

Spacer w styczniowym błękicie.

Dziewczynki jak ludzie, mają swoje ulubione miejsca. W psim parku lub na el campellowej  psiej plaży, nie wiedzieć czemu, nie czują się najlepiej. Zero socjalizacji. Nie odstępują nas na krok, przyklejone do nóg Ludwiczka lub moich. Może to bariera językowa 😉 Jakby nie było, rodzone i wychowane w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli z polską babką … Czytaj dalej Spacer w styczniowym błękicie.

Barraquito. Kanaryjski aneks do wpisu o kawie. Dla chętnych 😉

Barraquito. To ja się z mediów dowiaduję???!!! Musiałam rozmówić się z Ludwiczkiem! Toć chwilę temu dłuuuuugaśny elaborat o kawie wysmarowałam (tutaj) a on ani pisnął, że mają takie kaloryczne (!) cudo na Kanarach. Utrzymuje, że barraquito ponoć z Teneryfy a on przecież stuprocentowy Canario, z domieszką Kuby i Malagi jedynie 😉 I że na wyspach nie ma … Czytaj dalej Barraquito. Kanaryjski aneks do wpisu o kawie. Dla chętnych 😉

Szampańskie wariacje. Dla chętnych 😉

Wiem, wiem oficjalnie mamy zimę i to prawie polską, bo w Czechach. Więc chłód dnia winnam traktować podwójnymi skarpetami, czapką oraz grzańcem. Ale, że rok się kończy i fajerwerki przedwcześnie odpalane tu i ówdzie, czas pomyśleć o Sylwestrze. I nadchodzącym lecie 😉 Svařene víno i bramborové placky/kulin+kysane zelí w tleZa szampanem nie przepadam a wypić … Czytaj dalej Szampańskie wariacje. Dla chętnych 😉

O dwóch takich…ale nie tylko. Czyli świątecznie o Hiszpanii.

Wietrzny poniedziałek miał być relaksacyjny. W sensie relaksacyjnego sprzątania. Przecież "Świnta ido pani dobrodziejko". No i pSuki zawsze dorzucą swoje pięć groszy (zależy po jakim kursie) w kwestii domowego syfu. Ludwiczek w otchłani swego biura słucha już dylanowskich wersji Christmas Carols. Gdy wtem zawiało, huknęło i gruchnęło. Szyba w naszych znielubianych drzwiach zakończyła swój żywot. … Czytaj dalej O dwóch takich…ale nie tylko. Czyli świątecznie o Hiszpanii.

Babci Tioni szybkie ciasto z jabłkami. Dla chętnych 😉

Dawno już nie było o żarciu w moim nie-kulinarnym blogu. Tak nie może być!!! Nadrabiam więc zaległości. Upiekłam ciasto. Wielkie halooooooo! Ano wielkie, bo umiem dwa na krzyż, w tym jedno bez pieczenia. Wiadomo nie od dziś, że jestem łasuchem ale lenistwo bierze górę i zazwyczaj czekolada ląduje w sklepowym koszyku. Hiszpanie mają pyszne czekolady... To co … Czytaj dalej Babci Tioni szybkie ciasto z jabłkami. Dla chętnych 😉

Zimowy wieczór…

Sypie w całej Europie, nawet i w Hiszpanii. Ale wyżej, na północy. W końcu to już grudzień! I tak jakoś mnie naszło na krótkie króciuteńkie wspomnienie z dzieciństwa. Kiedy podczas domowych biesiad, gdy za oknem polski puszysty śnieg, tato dawał się uprosić gościom "Józiu, zaśpiewaj "Zimowy wieczór"!". I Józio wkraczał do pokoju z gitarą i … Czytaj dalej Zimowy wieczór…

“Nadie más muerto que el olvidado” *

Smęcić nie ma co, bo słońce świeci. A zresztą nie leży to w naturze tubylców. Trzeba się wtopić w tłum. Mimikra Drodzy Państwo! Dla taty i wszystkich mych bliskich, których groby daleko...Zdaje się, że to właśnie oni - Hiszpanie, ze wszystkich europejskich nacji wiedzą najlepiej, iż "nie ma lekarstwa na narodziny i śmierć poza radowaniem … Czytaj dalej “Nadie más muerto que el olvidado” *

Arroz a la cubana a la babcia Ludwiczka. Dla chętnych 😉

Ludwiczek przyrządził dziś kolację. Wielkie to święto! 😉. Arroz a la cubana a la abuela. Czyli kubański ryż po babcinemu. Bo Ludwiczek w 1/4 jest Kubańczykiem. Niech Was nie zmyli kształt, to nie kiełbaski, to banany! I jajko i sos pomidorowy (tutaj: ketchup).       Nie sądziłam, że taki mix może być dobry. Ale … Czytaj dalej Arroz a la cubana a la babcia Ludwiczka. Dla chętnych 😉

Czyżby to już hiszpańska jesień?

Sezon na chowanie czekolady do lodówki dobiegł końca. Niebo pociemniało, zapłakało dwuminutowym kapuśniaczkiem. Choć nadal ciepło to poranki i wieczory różnią się znacznie od tych w pełni lata. Myślę, że nasze pSuki poczuły sporą ulgę, a może to jesienna nostalgia? Dziewczynki zdecydowanie nie przepadają za deszczem. Biegiem do domu!  

Liść w drodze… *Adze

Spacerujemy z Ludwiczkiem aleją po Barcelonie. Wtem pod  nogi spada mi gigantyczny liść. Podnoszę z zamysłem wykombinowania z niego jesiennej ozdoby. Przedtem jednak trzeba go dowieźć do domu. Kładę więc swoje nowe cudo na desce rozdzielczej. Będę je miała na oku przez 390 km. Liść leży i marszczy się w promieniach porannego ale już oślepiającego słońca. Słuchamy Raz Dwa Trzy. … Czytaj dalej Liść w drodze… *Adze

Przepis na cykorię a la Małgorzata, niejednokrotnie sprawdzony. Dla chętnych 😉

Tym razem w moim nie-kulinarnym blogu będzie o cykorii. Nie cykorze. O tymże wkrótce, pewnie przy okazji latania. Bo latam jak na sraczkę. Taki tam cytat z rodzicielki.  No więc tak zwanym tytułem wstępu, bo przecież wstęp jakiś być musi, a potem rozwinięcie i zakończenie, jak Bóg przykazał i jak uczono mnie w szkole. Może ktoś … Czytaj dalej Przepis na cykorię a la Małgorzata, niejednokrotnie sprawdzony. Dla chętnych 😉

Chcę śniegu!!!

Ja naprawdę tęsknie za śniegiem a czasem nawet londyńskim deszczem. Albo naszym polskim wiosennym, kiedy to dziecięciem będąc brykałam boso po kałużach przywoływana do porządku przez rodzicielkę w kuchennym oknie. "Magdaaaaaaaa do domuuuuuuuuu!!!" A tu co? Powietrze ani drgnie. Wilgotny żar jak zupa oblepia całe ciało. Ukrop bezlitośnie wdziera się w nozdrza. Nawet qwa zimna woda w kranach zimna … Czytaj dalej Chcę śniegu!!!

Carpe diem!

Miało być o pierdołach, bo przecież są wakacje. Ale nie będzie. Pewnie nie napiszę ani mądrze ani z patosem. Bo daleko mi do światłych naszego padołu. Napiszę od siebie. Barcelona. To było niestety do przewidzenia. Już nigdzie nie jest bezpiecznie. Hiszpania kraj tak tolerancyjny i otwarty na świat, na obcokrajowców, znów płaci najwyższą cenę. Pamiętny rok 2004. … Czytaj dalej Carpe diem!

Wybacz mi Hiszpanio! Rzecz o kawie.

Mówią, że samą kawą człowiek nie żyje ale Południowcy to chyba owszem. Miliony tu kawiarenek z wylewającą się na ulice kawową klientelą.A ja, mając Hiszpana za męża, który zresztą pomógł mi w tworzeniu tego przewodnika, nie mogę przecież kawy (i wina!) nie pić. Zacznijmy jednak, tradycji zadość uczyniwszy, od dygresji. Zniknęłam ponownie na czas jakiś. Może … Czytaj dalej Wybacz mi Hiszpanio! Rzecz o kawie.

Zakręciło mi się w głowie!

Temat nie do końca w temacie. Nie mniej warty wzmianki. Poza tym zacząć jakoś trzeba. Być może zainteresuje zmotoryzowanych miłośników gubienia się w terenie 😉 Do niedawna myślałam, że Wielka Brytania to królowa rond (roundabouts). Pomyłka! Miałam okazję przekonać się, że w okolicach Alicante jest ich mnóstwo. I  to niezwykle interesujących.     Niektóre z … Czytaj dalej Zakręciło mi się w głowie!

Zagubieni w terenie czyli gdzie oczy poniosą…

Retrospekcja z nie tak odległej przeszłości... Kilka tygodni temu. Zwykła sobota. Plan był żeby pojechać z pkt. A do pkt. B i wrzucić pinezkę na whatsappie (zapomnieliśmy TomToma) z oznaczeniem miejsca. Niezbędny Ludwiczkowi manewr na przyszłotygodniowe spotkanie z klientem. Albowiem sprawa dotyczy gruntów pod zabudowę. A czas nagli spragnionych słońca przybyszów z chłodnej części Europy... … Czytaj dalej Zagubieni w terenie czyli gdzie oczy poniosą…

Mój Anioł Elena.

Nazwano mnie kiedyś emocjonalną ekshibicjonistką i wcale temu nie zaprzeczam. Może właśnie z tej przyczyny zachowuje jeszcze zdrowie psychiczne. Wygadam, wypłaczę, wyklnę czy z rzadka wykrzyczę. Mama powiedziała: "Magda, nie pisz o tak prywatnych sprawach!". A ja pytam: Ale dlaczego?! Ból, tak jak i smierć nie omija nikogo. Może komuś pomoże świadomość, że nie jest … Czytaj dalej Mój Anioł Elena.

Dzień Matki i rozsypany ryż…

To nie był blogowy blok, po prostu w tym miesiącu przemieszczam się po Europie, nie zawsze mając wifi, czas lub zdrowie do pisania. Najpierw Lublin jak po ogień. Mama Dora, syn Adam, sprawy firmowe, badania, dentysta i wio z powrotem. Teraz Londyn, z krótkim przystankiem u cioci i wujka w Bognor Regis. Oprócz przeziębienia przywiozłam … Czytaj dalej Dzień Matki i rozsypany ryż…

Kuskus na tapecie. Przepis(y) dla chętnych 😉

W moim nie-kulinarnym blogu będzie dziś odrobinę o kuskusie. Odkryłam go czas jakiś temu, kiedy dotarł do polskich sklepów. Początkowo nie zachwycał mnie swym smakiem, bo zdecydowanie wolałam nasze kasze. Ale szybko przekonałam się, że sedno tkwi, jako i w damskim ubiorze, w dodatkach. Nieprawdaż? Dzisiaj dwie kuskusowe sałatki. Jedna dla mięsożerców, druga wegetariańska. SAŁATKA … Czytaj dalej Kuskus na tapecie. Przepis(y) dla chętnych 😉

Deszczowy wpis.

Dzisiaj pomarudzę sobie trochę. Wolno mi, przecież jestem kobietą i to zamężną. Po pierwsze wstaję lewą nogą. Straszliwie swędzi mnie skóra. Będę zrzucać, czy jak? Ludwiczek mówi "no te preocupes" (nie martw się), to od wody, która nota bene jest tu fatalna  i strasznie droga. Nauczyło mnie to oszczędności... Noc zarwana. Zamiast koguta ujadający w … Czytaj dalej Deszczowy wpis.

Legenda o naszej górze Puig Campana.

Doprawdy słabo z moją orientacją w terenie. Od jakiegoś czasu bowiem nurtowała mnie zagadka nazwy "naszej góry", bo takie nadałam jej miano.   Góry, która jak wół sterczy przed oczami gdziekolwiek się człowiek nie ruszy. Której widokiem zachwycam się i obfotografowuję przy każdej sposobności. Której kształt majaczący na horyzoncie krzyczy, że jesteśmy już bardzo blisko … Czytaj dalej Legenda o naszej górze Puig Campana.

Pikantny makaron z krewetkami i imbirem. Nie hiszpański (sprawdzony) przepis dla chętnych 😉

Mój blog wcale nie jest blogiem kulinarnym! Tak się jakoś dziwnie składa, że ludzie lubią czytać (i pisać) o jedzeniu. Nie wspominając samej konsumpcji... Cóż mogę powiedzieć tak zwanym tytułem wstępu do kolejnego kulinarnego wpisu? 😉 Kocham krewetki pod każdą postacią! Danie na dziś jest jednym z moich ulubionych (Ludwiczka też!). Przepis zaczerpnęłam z dietetycznego … Czytaj dalej Pikantny makaron z krewetkami i imbirem. Nie hiszpański (sprawdzony) przepis dla chętnych 😉

Przepis na paella de magro y verduras (sprawdzony).Dla chętnych 😉

Paella jest smakowitym hiszpańskim daniem i może być sporządzana z różnych składników. W Walencji uznaje się, że prawdziwa paella powinna być przygotowywana na płonącym drewnie, gdyż w ten sposób potrawa wchłania specyficzny aromat. Łatwiej też wtedy uzyskać socarrat czyli chrupiącą skorupkę na dnie naczynia, która świadczy o dobrze przyrządzonej paelli. Paella powinna być spożywana bezpośrednio … Czytaj dalej Przepis na paella de magro y verduras (sprawdzony).Dla chętnych 😉

Przepis na churros. Dla chętnych 😉

Dziś w moim nie-kulinarnym blogu czas na słodkości. Hiszpańskie słodkości, dodajmy. Bo ponoć zaistniało zapotrzebowanie po tym jak narobiłam smaku jednym z poprzednich wpisów . Churros to hiszpański wypiek z ciasta parzonego, smażony na głębokim oleju. Najczęściej podawany jest na śniadanie, w towarzystwie gęstej, gorącej czekolady (z kawą też dobre!) lub sosu czekoladowego. Ciasto jest … Czytaj dalej Przepis na churros. Dla chętnych 😉

Fajny film wczoraj widziałam. Momenty były? Część 2

Owszem były! I to przepiękne, bo podwodne. Rozmarzyłam się...Ale takie rzeczy chyba tylko w filmach i to amerykanckich 😉 Właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać po "Hologramie dla króla". Nie przeczytawszy żadnych recenzji oglądałam z zaciekawieniem. Tom Hanks oczywiście pomógł w wyborze. Od zawsze lubię go jako aktora i człowieka. Film wyreżyserowany przez Toma Tykwera, … Czytaj dalej Fajny film wczoraj widziałam. Momenty były? Część 2

Hiszpania nie pączkuje w Tłusty Czwartek.

Ale ja oczywiście zapragnęłam zadość uczynić naszej tradycji. Lecz paczków szukać nie było mi dane. Są przecież priorytety...Musieliśmy rozwiązać palącą kwestię internetu a raczej jego braku. Zjedliśmy caluśkie wifi! I nadal dojść nie możemy w jaki sposób. Ludwiczek wściekły, bo pracować nie może a ja, bo nie mam kontaktu ze światem. Wybraliśmy się więc oczywiście … Czytaj dalej Hiszpania nie pączkuje w Tłusty Czwartek.